Są takie miejsca, które nie potrzebują filtrów, atrakcji, pompy, i są takie pary, które nie potrzebują ani scenariusza ani rekwizytów, by stworzyć coś pięknego. Kiedy Oriana i Danny powiedzieli mi, że ich wybór padł na Istebną, wiedziałem, że czeka nas coś wyjątkowego. Czy planując w Złoty Groń wesele, można liczyć na coś więcej niż tylko ładne widoki? Dla fotografa to obietnica przestrzeni i tła, które dają niesamowite możliwości. Ale tym razem nie chodziło tylko o widoki – chodziło o spotkanie dwóch światów w samym sercu gór. Dla Pary Młodej to obietnica, że natura wykona za nich połowę pracy przy dekoracjach – trudno o lepszą scenografię niż pasmo gór na horyzoncie. Dla Gości z kolei (szczególnie tych, którzy do Istebnej zjechali z różnych zakątków Europy i Stanów), to obietnica przygody oraz poznania Polski od najpiękniejszej strony.
Zapraszam do wspaniałej historii, gdzie wysoko w górach Oriana i Danny postanowili powiedzieć sobie „tak!” i „I do!”. Jeśli marzycie o celebracji, która wymyka się sztywnym ramom, historia tego dnia może stać się dla Was piękną inspiracją.
Ślub z widokiem na góry
Złoty Groń i ślub plenerowy to duet idealny, ale ten konkretny dzień zapamiętam na długo z zupełnie innego powodu. Mimo iż od ponad 15 lat fotografuję śluby, po raz pierwszy brałem udział w ceremonii o takim charakterze. I wiecie co? Zrozumiałem, skąd ten wybór. W takim przypadku nie ma sztywnych ram. Jest za to pełna (do)wolność co do wyboru miejsca, pory, słów oraz formy.
Większość Gości przyleciała prosto z Anglii, dlatego kluczowym elementem tej układanki był mistrz ceremonii. Tutaj nie było miejsca na improwizację. Potrzebny był profesjonalista, który swoją charyzmą i nienagannym angielskim sprawi, że bariery językowe po prostu znikną. Dla mnie, jako obserwatora, było to fascynujące – widzieć, jak brytyjskie poczucie humoru miesza się z polską gościnnością, a wszystko to spajał jeden cel: celebracja uczuć Oriany i Danny’ego
Brytyjski temperament w sercu polskich Beskidów
Specyfika wesela, na którym dominują Goście z Wysp, jest nieco inna niż to, do czego przyzwyczaiły mnie polskie przyjęcia. Dynamika wydarzeń, przemowy (które w krajach anglosaskich są niemal osobną formą sztuki!) i wszechobecny luz sprawiły, że miałem niesamowite pole do popisu.
Jak taka mieszanka wpłynęła na wesele?
- Czysty reportaż zamiast ustawiania: Goście z Anglii uwielbiają naturalne interakcje. To, że byłem dla nich praktycznie niewidoczny, pozwoliło mi na łatwiejsze budowanie niepozowanej opowieści. Nikt nie zerkał w stronę aparatu – wszyscy po prostu żyli chwilą.
- Emocje wyciągnięte na pierwszy plan: Toasty bywają wzruszające i niesamowicie dowcipne. Dla mnie to idealny moment na „polowanie” na szczere reakcje Pary Młodej i Gości.
- Inny rytm parkietu: Goście wchodzą na parkiet rzadziej, ale za to z taką intensywnością, że niejedno szkło pękło tego wieczoru! Istny wulkan energii.
- Szklanka w dłoni to podstawa: Zdecydowanie nie spodziewałem się tego w takiej skali – niemal każdy na parkiecie bawił się z drinkiem w ręku. Oczywiście wiązało się to z kilkoma przypadkowymi „crashtestami” szkła z podłogą, ale kto by się przejmował, kiedy emocje na parkiecie sięgały sufitu?
- Slow Wedding w czystej postaci: Anglicy mają brak pośpiechu wdrukowany w DNA. Wesele to dla nich czas na kontakt z bliskimi – taki, którego na co dzień brakuje.
Taki międzynarodowy miks to dla mnie idealny trening. A ja bardzo lubię trenować zarówno mięśnie nóg (niebawem kolejny maraton!), oko, jak i swój mózg 😊
Sesja w dniu ślubu – kiedy czas jest na wagę złota
W związku z tym, że Oriana i Danny na co dzień mieszkają w Anglii, nie mieliśmy możliwości zorganizowania sesji w innym terminie. Wybór był prosty: robimy zdjęcia w dniu wesela. Pogoda w górach to loteria, a ja, po latach spędzonych na górskich szlakach, wiem co nieco o jej kaprysach.
Dlatego zamiast jednej sesji, zrobiliśmy… dwie mikro-sesje. Pierwszy raz „urwaliśmy się” na zewnątrz zaraz po pierwszym bloku tanecznym. Patrząc na niebo (wtedy jeszcze łaskawe), wiedziałem, że ryzyko nagłej zmiany jest spore. Chciałem mieć pewność, że złapiemy dobre światło, póki jest. Kiedy jednak wieczorem okazało się, że silny wiatr przegonił chmury, wyszliśmy na moment raz jeszcze.
Łącznie obie te sesje trwały zaledwie 22 minuty. Często słyszę obawy: „Czy nie ucieknie nam zbyt dużo czasu z zabawy?”. Moja odpowiedź brzmi: nie, jeśli zrobimy to mądrze i szybko. W te 22 minuty nie traciliśmy czasu na dojazdy, za to zyskaliśmy dwa zupełnie różne klimaty (ostrzejsze światło o 16:00 i to miękkie, na chwilę przed zachodem) i tę niepowtarzalną energię dnia ślubu.
Przy okazji powiem Wam, że taka krótka sesja to często jedyny moment w ciągu całego, intensywnego dnia, kiedy możecie być tylko we dwoje. Chwila, by złapać oddech i spojrzeć sobie w oczy bez tłumów i pośpiechu. Uwierzcie mi – to dla moich Par bardzo, ale to bardzo przyjemny czas 😊









































































Złoty Groń wesele w Górach
Wesele Oriany i Danny’ego w Złotym Groniu pokazało mi, że czasem najpiękniejsze historie powstają wtedy, gdy różne światy się spotykają. Polska i Anglia, góry i elegancja sali, tradycja i otwartość na coś nowego. A ja? Miałem przywilej uczestniczyć w tym wydarzeniu! Mam szczęście do Was. Natomiast Złoty Groń dostaje zdecydowanie wysokie notowania w moim wewnętrznym rankingu miejsc na wesele.
FAQ o Weselu w Złotym Groniu
- Czy Złoty Groń to dobre miejsce na wesele międzynarodowe? Moim zdaniem – jedno z lepszych w Beskidach. Dlaczego? Bo widok na góry jest uniwersalnym językiem, który zachwyca każdego, niezależnie skąd pochodzi. Logistyka obiektu (hotel, ceremonia, sala i plener w jednym miejscu) sprawia, że Goście (zwłaszcza z zagranicy) czują się komfortowo, a Parze Młodej jest po prostu łatwiej – nie muszą się martwić transportem ani noclegiem.
- Jak wygląda sesja ślubna w dniu wesela, jeśli pogoda nie dopisze? To pytanie numer jeden u każdej Pary. Góry bywają kapryśne, dlatego zawsze mam plan B lub C. W przypadku Oriany i Danny’ego wykorzystaliśmy dwa „okna pogodowe” (dobre i idealne). Gdyby padało, wykorzystałbym wiele różnorodnych wnętrz hotelu. W tym konkretnym przypadku kluczem była elastyczność – zarówno moja jako fotografa, jak i Pary Młodej, którym równie mocno zależało na świetnej pamiątce.
- Czy 20 minut na sesję w dniu ślubu to nie za mało? Zdecydowanie nie, a zdjęcia powyżej niech są tego dowodem! Sesja w dniu ślubu to nie „pozowanie”, to uchwycenie emocji, które już w Was są. U Oriany i Danny’ego całość (dwie sesje) zajęła nam 22 minuty. Dzięki temu nie stracili kontaktu z Gośćmi, a zyskali różnorodne kadry (na co zawsze stawiam!). Krótka sesja to też mniejszy stres dla Pary, która nie czuje się komfortowo przed obiektywem
- Ślub plenerowy w górach – czy Złoty Groń ma na to miejsce? Tak, i to spektakularne. Taras widokowy lub zielony teren wokół hotelu to idealne tło dla ceremonii plenerowej. Góry w tle robią robotę.
- Jakie są warunki oświetleniowe na sali w Złotym Groniu? Dla fotografa to bardzo wdzięczna sala – mnóstwo naturalnego światła w dzień, ciepłe drewniane elementy wieczorem. Ale dla Gości to coś więcej: duże okna łączą salę z tarasem, więc wesele nie dzieli się na „w środku” i „na zewnątrz”. Tańczycie w środku, ale widzicie przyjaciół rozmawiających przy drineczkach. Stoicie na tarasie, ale obserwujecie szaleństwo na parkiecie. A ja? Mam pełen obraz sytuacji, bez względu na to, gdzie jestem.
